nic dziwnego że z wyrazu rzadkość da się zrobić radość: to przecież powszedniość jest główną przyczyną uznawania życia za pozbawione radości. co jest oczywiście kompletną bzdurą, bo.
jak miałem 14 lat to się cieszyłem, że żyję w popieprzonym kraju, bo przecież to takie ciekawe. i w’ogle było mi żal szwedów, niemców, duńczyków: że jak to w takim świecie, gdzie nie stanie się nic i tylko wygodna powszechność bezpiecznej codzienności.
ja już nie żyję w popieprzonym kraju, żyję w najnormalniejszym miejscu na ziemi, wśród normalnych ludzi; powszechność normalności wcale nie odbiera radości życia a szeroko rozpowszechniona wiara, że typowo polskie - ale i tak powszechne na całym świecie - patologie stanowią o naszej narodowej tożsamości jest zbrodnicza.
i tak właśnie, poszukując radości, zamordowałem w sobie potrzebę tożsamości narodowej. jakieś 9 lat temu.